Trzecia Rzesza 1933-1945 - historia państwa
Luty 16 2019 09:08:58    Historia ~ Ludzie Hitlera ~ Narzędzia Wojny ~ Prusy Wschodnie ~ Mapa strony
 

Nawigacja
Strona Główna
Historia
Ludzie Hitlera
Wewnątrz Państwa
Adolf Hitler
Narzędzia Wojny
Prusy Wschodnie
Zbrodnie
Ciekawostki
Dokumenty
Forum
Inne
Kontakt
Nagrody
Linki
Szukaj
Nowości
Galeria
Mapa strony
Warto zajrzeć
krucjata krucjata stacje

Losowy cytat
  Silny człowiek jest najsilniejszy gdy jest sam - Hitler

[Wiecej cytatów]

Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 797
Najnowszy Użytkownik: Lifets

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Order cheap issue di...
Pronouncement stingy...
Tidiness tight-fiste...
Tidiness disreputabl...
Power reduced upshot...
Najciekawsze Tematy
Bitwa która prze... [111]
Bitwa o Berlin [92]
D-day jak myślic... [86]
Dunkierka [65]
Przyczyny porażk... [61]

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.

Newsletter
Dla Użytkowników
Statystyki
Ciekawe miejsca

       Raport w sprawie transportu Żydów (2)
7./Pol. 24
Lemberg [Lwów], 14 września 1942

Do: Komendanta Policji Porządkowej w dystrykcie Galicja, Lemberg
Temat: Przesiedlenie Żydów



W dniach 3 i 5 września w Skole, Stryju i Hodorowie prze¬prowadzono akcje przesiedlenia Żydów. Operacją zajmowały się oddziały Policji Porządkowej, którymi dowodził kapitan Schutzpolizei Kropelin. Szczegółowy raport z akcji został już przedłożony. Po opisanych w nim wydarzeniach, 7. Kompania 24. Pułku Policji wieczorem 6 września zgodnie z rozkazem przybyła do Kołomyi. Niezwłocznie porozumiałem się z komi¬sarzem policji kryminalnej i obersturmfuhrerem SS Leitmaritzem, stojącym na czele oddziału Policji Bezpieczeństwa w Ko¬łomyi, oraz porucznikiem Hertelem z posterunku Schutzpolizei w Kołomyi.

W przeciwieństwie do akcji w Stryju, operacja przewidziana na 7 września w Kołomyi została starannie przygotowana i była łatwa do przeprowadzenia dla wszystkich jednostek biorących w niej udział. Wyżej wymienione jednostki oraz Biuro Pracy poinformowało Żydów o konieczności zgromadzenia się 7 wrze¬śnia o 5.30 rano w punkcie zbiorczym Biura Pracy w celu dokonania rejestracji. Około 5300 Żydów stawiło się w wy¬znaczonym czasie. Wszyscy członkowie mojej kompanii uczest¬niczyli w zablokowaniu i starannym przeszukaniu dzielnicy ży¬dowskiej. Dzięki temu udało się wytropić dodatkowych 600 Żydów.
Załadunek pociągu transportowego zakończył się około godziny 19.00. Policja Bezpieczeństwa zwolniła około 1000 Żydów spo¬śród wszystkich zgromadzonych, po czym przystąpiła do przesied¬lenia 4769 osób. Do każdego wagonu w pociągu załadowano 100 Żydów. Całą akcję znacznie utrudniał ogromny upał, przez co operacja przebiegała znacznie wolniej niż planowano. Po stan¬dardowym zabiciu wagonów gwoździami i opieczętowaniu, o go¬dzinie 21.00 pociąg wyruszył do Bełżca. Ochroną transportu zajął się jeden oficer i dziewięciu funkcjonariuszy. Wraz z na¬dejściem nocy doszło do ucieczek wielu Żydów, którzy przeciskali się przez otwory wentylacyjne po uprzednim usunięciu drutu kolczastego. Straży udało się na miejscu zastrzelić wielu z nich, toteż większość uciekinierów została wyeliminowana tego samego wieczoru. lub następnego dnia, kiedy odnalazła ich straż kolejowa i inne jednostki policji. Transport dotarł do Bełżca bez szczegól¬nych zakłóceń, chociaż biorąc pod uwagę długość pociągu i nie¬przeniknione ciemności, liczba strażników okazała się niewystar¬czająca. Poinformował mnie o tym osobiście komendant straży pociągu z 6. Kompanii 24. Pułku Policji, który 11 września powrócił bezpośrednio do Stanisławowa.
8 września dokonano egzekucji około 300 Żydów, których uznano za zbyt starych, chorych, słabych lub niezdolnych do dalszego transportu. Zgodnie z wydanym 4 września rozkazem w sprawie użycia amunicji, o którym zostałem poinformowany 6 września, 90 procent rozstrzelanych zginęło od kul z karabinów i z pistoletów maszynowych. Pistoletów użyto wyłącznie w wyjąt¬kowych wypadkach.
8 i 10 września przeprowadzono operacje w Kutach, Kosowie, Horodence, Zapłatowie i Śniatyniu. Około 1500 Żydów musiało zostać przeprowadzonych pieszo do Kołomyi z odległych o 50 kilometrów Kutów i oddalonego o 35 kilometrów Kosowa. Za¬trzymani spędzili noc na dziedzińcu więzienia Policji Bezpieczeń¬stwa wraz z innymi Żydami zgromadzonymi z okolicy. Poza Żydami zebranymi w Horodence i Śniatyniu, których Policja Bezpieczeństwa załadowała już do dziesięciu wagonów, w Koło¬myi zapełniono kolejnych trzydzieści wagonów. Całkowita liczba Żydów wysłanych 10 września do Bełżca pociągiem przesiedleń¬czym wynosiła 8205.

Podczas akcji przeprowadzonych 1 i 10 września w okolicach Kołomyi, około 400 Żydów wyeliminowano przez rozstrzelanie. 10 września Policja Bezpieczeństwa załadowała wszystkich Żydów przeznaczonych do wywozu do 30 dostępnych wagonów wbrew wyrażonym przeze mnie zastrzeżeniom. Należy pamiętać o nieznośnym upale, jaki panował w tamtym okresie, i zmę¬czeniu Żydów wskutek wyczerpującego marszu oraz wielodnio¬wego oczekiwania. W tym czasie uwięzieni nie otrzymywali żadnych solidniejszych posiłków. Wagony były nadmiernie za¬tłoczone — do jednego trafiało od 180 do 200 Żydów. Musiało to wpłynąć katastrofalnie na warunki transportu.
Nie dysponuję informacjami, jak wielu Żydów Policja Bez¬pieczeństwa zamknęła w wagonach w Horodence i Sniatyniu. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż obydwa transporty dotarły do Kołomyi bez należytej ochrony. Okazało się, że prawie cał¬kowicie usunięto drut kolczasty z otworów wentylacyjnych. Niezwłocznie nakazałem wyprowadzenie pociągu ze stacji w Kołomyi i połączenie go z trzydziestoma wagonami stojący¬mi na torach daleko od stacji. Policja żydowska (Ordnungsdienst) oraz członkowie ekipy budowlanej stacji kolejowej w Kołomyi zostali wykorzystani do zamykania niedostatecznie dobrze chronionych wagonów. Praca trwała do zmroku. Od¬dział straży, składający się z jednego oficera i piętnastu funk¬cjonariuszy dowodzonych przez kapitana Zitzmanna, otrzymał rozkaz pilnowania pociągu przesiedleńczego złożonego z 50 wagonów. Rozkaz obowiązywał do ranka następnego dnia. Funkcjonariusze mieli przede wszystkim zapobiegać wszelkim próbom ucieczki. Zważywszy na opisane powyżej uciążliwości, jakich doświadczyli Żydzi, czyli upał oraz nadmierne przełado¬wanie większości wagonów, więźniowie bez przerwy ponawiali próby ucieczki. Około godziny 19.30 zapadły ciemności. Dwa¬dzieścia minut później nadjechał oddział do konwojowania po¬ciągu, złożony z dziewięciu mężczyzn oraz ich dowódcy, ka¬prala Jackleina. W nocy nie udawało się zapobiegać próbom wydostawania się ludzi z wagonów, ciemności uniemożliwiały też skuteczne otwieranie ognia do uciekających więźniów. We wszystkich wagonach Żydzi rozebrali się do naga z powodu gorąca.

Strażnicy objęli stanowiska w chwili planowego odjazdu po¬ciągu z Kołomyi, o godzinie 20.50. Zgodnie z moim żądaniem, oddział konwojujący podzielono w następujący sposób: pięciu mężczyzn umieszczono w wagonie pasażerskim na czele składu i tyluż w wagonie pasażerskim na końcu. Ze względu na długość pociągu i całkowity ładunek wynoszący 8205 Żydów, taki podział okazał się nieskuteczny. Podczas następnego transportu, kapral J. musi umieścić swoich ludzi na całej długości pociągu. Policjanci pozostali w brekach przez całą drogę. Gdyby tego nie uczynili, nie zauważyliby prób ucieczek Żydów. Wkrótce po rozpoczęciu podróży więźniowie usiłowali wyłamać ściany wagonów, a nie¬którzy starali się nawet rozbijać dach. Plan ich zakończył się częściowym sukcesem. Pięć stacji przed Stanisławowem kapral J. musiał telefonicznie zwrócić się do tamtejszego naczelnika stacji z poleceniem przygotowania gwoździ i desek, które posłużą do uszczelnienia uszkodzonych wagonów. Naczelnik miał także zapewnić straż do pilnowania pociągu. Kiedy transport wjechał do Stanisławowa, robotnicy kolejowi i ochrona stacji byli gotowi do dokonania niezbędnych napraw i przejęcia obowiązku pil¬nowania pociągu.

Prace zajęły półtorej godziny. Gdy pociąg wznowił podróż, na następnym przystanku, odległym o kilka stacji, odkryto, że w nie¬których wagonach Żydzi ponownie wybili duże dziury. Oderwali też drut kolczasty zamocowany na zewnątrz otworów wentylacyj¬nych. W jednym wagonie posłużyli się piłą i młotkiem. W czasie przesłuchania stwierdzili, że Policja Bezpieczeństwa pozostawiła im te narzędzia, aby w następnym miejscu pracy wykorzystali je zgodnie z przeznaczeniem. Kapral J. nakazał Żydom oddać na¬rzędzia. Podczas dalszej drogi pociąg musiał zatrzymywać się na każdej stacji, aby robotnicy mogli przybijać oderwane deski, w przeciwnym razie kontynuowanie jazdy w ogóle nie byłoby możliwe. O godzinie 11.15 pociąg dojechał do Lemberga [Lwo¬wa]. Okazało się, że nie zjawił się oddział mający zmienić dotych¬czasową straż transportu, toteż ochrona kontynuowała podróż w nie zmienionym składzie aż do samego Bełżca. Po krótkim postoju na stacji kolejowej w Lembergu, pociąg wyruszył do podmiejskiej stacji w Klaporowie, gdzie obersturmfuhrerowi SS Schulzemu przekazano dziewięć wagonów oznaczonych literą „L", jadących do obozu pracy, i rozładowano je. Obersturmfuhrer SS Schulze załadował do opróżnionych wagonów dodatkowy tysiąc Żydów. Około godziny 13.30 transport odjechał w stronę Bełżca.

Po wymianie lokomotywy w Lembergu okazało się, że przy¬dzielono nam bardzo stary parowóz. Kontynuowaliśmy podróż stale zatrzymując się po drodze. Wolna jazda zachęcała silniej¬szych Żydów do przeciskania się przez wybite w wagonach otwory i częste podejmowanie prób ucieczki. Wyskakiwanie z wolno jadącego pociągu rzadko kiedy kończyło się dla nich poważniejszymi obrażeniami. Wielokrotnie zwracałem się do maszynisty z żądaniem przyśpieszenia tempa jazdy, lecz okazało się to niemożliwe. Należy wspomnieć, że coraz częstsze przy¬stanki po drodze wypadały na otwartym terenie.
Wkrótce po wyjeździe z Lemberga, oddział straży wystrzelał resztę posiadanej amunicji, w tym dwieście nabojów przekaza¬nych im przez wojsko. Dlatego też podczas jazdy funkcjonariu¬sze mogli jedynie rzucać kamieniami, na postojach zaś korzystać z bagnetów.
Przewożonych Żydów ogarniała coraz większa panika, wywo¬łana nieznośnym upałem, przeładowaniem wagonów i smrodem, jaki wydzielały trupy. Po rozładowaniu pociągu okazało się, że około 2000 Żydów zmarło w trakcie podróży. Wszystko to spra¬wiło, że utrzymanie kontroli nad transportem było niemal niemoż¬liwe. O godzinie 18.45 transport dotarł do Bełżca, a około godziny 19.30 kapral J. przekazał więźniów miejscowemu obersturmfuh-rerowi SS, pełniącemu funkcję dowódcy obozu. Kapral musiał pozostać w obozie aż do rozładowania wagonów, co nastąpiło około godziny 22.00. W tym czasie oddział straży sprawował dozór nad wagonami stojącymi poza terenem obozu. Ze względu na okoliczności opisane powyżej, nie da się dokładnie określić liczby Żydów, którym udało się zbiec z transportu. Można jednak założyć, że przynajmniej dwie trzecie uciekających Żydów zastrzelono na miejscu lub schwytano żywcem.
Przebieg akcji przeprowadzonych w okresie od 7 do 10 września 1942 roku nie został zakłócony w żaden szczególny sposób. Współpraca między jednostkami Policji Bezpieczeństwa i Policji Porządkowej przebiegała sprawnie i bez problemów.


(podpisano) Westermann
porucznik rezerwy Schutzpolizei
i komendant kompanii


Dodane przez LukLog dnia październik 05 2006 15:33:39
8775 Czytań

Copyright © 2007 LukLog